archiwa

list otwarty

Jeśli chcesz również podpisać list, wpisz go na tej stronie
lub 16 stycznia o godz Rajd podpisać.

List otwarty mieszkańców i handlowców oraz inicjatywy w Connewitz i Lipsku do sędziów Sądu Okręgowego w Lipsku.

Szanowny Panie Wolting,
Szanowny Panie Deusing,

Szanowni Sędziowie Sądu Okręgowego w Lipsku,
Szanowni Sędziowie Sądu Okręgowego w Lipsku,

Jak zapewne wiecie, pięć lat temu około trzystu neonazistów zaatakowało dzielnicę Connewitz w zorganizowany, uzbrojony i zaplanowany sposób z okazji pierwszych urodzin Legidy. Podczas tego ataku ludzie zostali ranni i zaatakowani. Bilans szkód materialnych spowodowanych atakiem neonazistów wyniósł 5 uszkodzone sklepy, 23 uszkodzonych samochodów, około 19 113.000 euro szkód (https://kreuzer-leipzig.de/2018/08/15/connewitz-ueberfall-neonazis-nachrichten/).

Według Ministerstwa Sprawiedliwości tylko 217 z 10 oskarżonych zostało skazanych do 2020 września 114 r., ponad cztery i pół roku po zbrodni. Do stycznia 2021 r. powinno wynosić około 60% (epd). Wciąż musieliśmy czytać o porozumieniach proceduralnych z neonazistami, tzw. „umowach” (https://kreuzer-leipzig.de/2018/10/10/le1101-prozess-deal/). Perspektywa osób atakowanych przez neonazistów również nie odgrywa żadnej roli w procesach (https://kreuzer-leipzig.de/2018/12/06/anhoeren-muessen-wir-uns-das-jetzt-nicht-oder/).

Prawicowi sprawcy nie muszą obawiać się więzienia za atak w styczniu 2016 r., nawet ci, którzy byli już na „próbie”, kiedy byli tam w styczniu 2016 r. Niektórzy nadal popełniali przestępstwa nawet po 2016 roku i angażowali się w dalsze działania skrajnej prawicy (https://kreuzer-leipzig.de/2020/12/08/die-zeit-zurueckdrehen/).

Za pozostałe procesy związane z atakiem neonazistowskim w dystrykcie Connewitz apelujemy do sędziów sądu rejonowego i sądu okręgowego o nałożenie „kar” na instytucje i stowarzyszenia społeczno-kulturalne w Connewitz, a także poradni dla ofiar RAA Leipzig. Płatności miały służyć tym, których infrastruktura była i miała być celowo zaatakowana i zniszczona przez neonazistów, którzy zostali bezpośrednio lub pośrednio dotknięci.

Celem neonazistowskiego ataku byli mieszkańcy dzielnicy, dla której Connewitz jest postrzegany politycznie z zewnątrz.

Dlatego z przyjemnością usłyszymy, że grzywny mają zostać zapłacone na projekty w Connewitz w związku z wyrokami w nadchodzących postępowaniach dotyczących ataku neonazistowskiego w Connewitz. Z tego, co usłyszeliśmy i przeczytaliśmy o wynikach poprzednich prób, byłoby to absolutne minimum.

Z poważaniem,

%%Twój podpis%%

Pierwsi sygnatariusze:

linXXnet
„Rasizm zabija!” – Lipsk

Najnowsze podpisy

Dyskusja na temat „lewicowej opozycji w NRD”

W ramach pierwszego wydarzenia z serii wydarzeń „Długi cień SED: NRD i punkt zwrotny w krytycznej rewizji lewicy” Titus Hopp (Berlin) i Gesine Oltmanns (Leipzig) przybyli 04.09.2020 września XNUMX r. na temat „Lewicowa opozycja w NRD”. W porozumieniu z uczestnikami poniżej publikujemy fragmenty tej dyskusji. Koncentruje się na spojrzeniu Gesine Oltmann na jej osobiste doświadczenia w NRD i okresie zjednoczenia, a także na proces godzenia się z nimi w ramach partii DIE LINKE.

Gesine, jako członek rodziny pastora, zostałeś w NRD umieszczony na specjalnym stanowisku przez SED i Stasi, co również wiązało się z represjami. Jak postrzegałeś tę sytuację w swoim dzieciństwie i młodości?

Gesine Oltmanns: „Bycie córką domu pastora było szczególną sytuacją w NRD. Urodziłem się w piętnie, które ukształtowało NRD jako państwo. NRD była państwem ateistycznym i walczyła z tym szczególnie w latach pięćdziesiątych. W tamtym czasie Kościół ze wszystkimi jego formatami młodzieżowymi, środowiskami studenckimi i innymi organizacjami był bardzo przeciwny. Mój ojciec był wtedy młodym pastorem w Böhlen i pomógł przejść przez całą sytuację. Muszę przyznać, że to była też trauma dla naszej rodziny. Zawsze było dla mnie zdumiewające, że mój ojciec był nadal niezwykle otwarty na to, co miało na myśli państwo i zawsze szukał dialogu. Dla mnie jako dziecka zawsze była to pozycja szczególna. Było dla nas jasne, że żadne z nas, dzieci, nie dołączy do pionierów ani do FDJ. Nie warto było nawet o tym dyskutować w domu naszych rodziców. Dlatego od dzieciństwa zawsze odgrywałam szczególną rolę, co często było kwestionowane przez innych. Moi koledzy z klasy pytali mnie, na przykład: „Dlaczego cię tam nie ma?” lub „Dlaczego nie dołączysz do nas?”. W tym czasie musiałem wypracować własną postawę. Jako nastolatka bardzo mi się to podobało. Więc nacisnąłem to do granic możliwości nie tylko bycia jedynym w niebieskiej koszuli na apelu klasowym czy szkolnym, ale także by doświadczać i wnosić inne rzeczy. W domu mogłem doświadczyć innych rozmów niż na lekcjach obywatelstwa. To było oczywiście bardzo kształtujące dla mnie jako dziecka. Stałem się naprawdę upolityczniony, kiedy mój najstarszy brat został aresztowany w Berlinie w 50 roku z powodów politycznych, co wprawiło naszą rodzinę w szok. Miał pięć numerów magazynu lustro przekazał go znajomym, za co siedział w Hohenschönhausen i został skazany na 2,5 roku więzienia. Do dystrybucji kilku magazynów! Dla mnie było to pierwsze naprawdę represyjne doświadczenie z NRD. Później nie mogłem się uczyć, ponieważ oparłem się przedwojskowemu przygotowaniu w szkole. Nie chciałem brać udziału, ponieważ uznałem to za bezcelowe i absurdalne w dobie broni jądrowej. A to było ogromne utrudnienie, co oznaczało, że nie mogłem w ogóle rozwinąć mojej biografii”.

"Oczywiście w NRD była lewicowa opozycja –

szczególnie widoczne w Lipsku”

Jak postrzegałeś lewicową opozycję w NRD?

"Więc oczywiście była lewicowa opozycja. I zawsze tak było. Ta lewicowa opozycja była widoczna także w Lipsku. Natknąłem się na to na przykład, kiedy pracowałem nad tym w Stasi. Zajmowałem się procesami politycznymi i rehabilitacją ludzi i przeglądałem w tym celu akta. W pewnym momencie przed drzwiami mojego biura stanął pan i chciał zobaczyć jego osąd. Oskarżeni nie otrzymali wtedy nawet wyroków. Sprawa pochodziła z końca lat siedemdziesiątych. W Lipsku była grupa lewicowa skupiona wokół byłego wykładowcy. I robili coś bardzo typowego dla tych lewicowych środowisk: spotykali się i dyskutowali o literaturze, a także przekazywali rzeczy zakazane, których nie sprzedawano w księgarniach. Były to żywe kręgi intelektualne. Oczywiście ci ze Stasi zawsze byli cierniem w ich boku, ponieważ oznaczało to również, że społeczeństwo musiało wymyślać inne idee i różne podejścia. Grupa ta zajęła się aresztowaniem Rudolfa Bahro. Rudolf Bahro był komunistą w Niemczech Wschodnich, który napisał to, co w rzeczywistości było jego rozprawą, Alternatywa. Książka nie mogła ukazać się w NRD, chociaż w rzeczywistości była to książka dla NRD. Został oficjalnie zakazany, a mimo to był szeroko dyskutowany i czytany w kręgach podziemnych. A po aresztowaniu Rudolfa Bahro w 70 roku grupa ta wykonała wielki ruch pod Pomnikiem Bitwy Narodów. Napisali na niej dużymi czerwonymi literami: „Free Bahro”. I z tym cała grupa została rozbita przez Stasi i wszyscy zostali aresztowani i skazani na kilka lat więzienia. W grupie była też młoda kobieta w zaawansowanej ciąży. Śledztwo było początkowo prowadzone bez pozbawienia wolności, po porodzie dziecko zostało umieszczone w państwowym domu dziecka, a kobieta musiała trafić do więzienia. Więc to była naprawdę głęboka tragedia, jak sobie z tym poradzono. Za tę akcję ludzie zostali skazani na nawet siedem i pół roku więzienia. Irracjonalne zdanie! Ale kampania na rzecz wolności Bahro z kolei pobudziła innych tutaj, w Lipsku. Wtedy na przykład przygotowano ulotki dla aresztowanych. Dwie osoby z grupy wydrukowały ulotki, o czym dowiedziałam się w aktach Stasi. Ciekawe jest to, że istniała tu silna, intelektualna scena, która zajmowała się lewicowymi ideami. Ale była też w wyszukiwarce Stasi. Osoby zaangażowane były narażone na odpowiednie represje i prześladowane jako wrogowie państwa. Wiele osób wyjechało wówczas na Zachód. Kolejną grupą było „Nowe Myślenie”. Była osoba o nazwisku Jürgen Tallig. Chciał po zbanowaniu magazynu Sputnik jesienią 1988 r. staje się to powszechnie wiadome i że Gorbaczow i jego reformy są również tutaj silniej dostrzegane. Tak więc on i trzy osoby napisali wielkimi literami cytat Gorbaczowa w przejściu dla pieszych przy Wilhelm-Leuschner-Platz: „Potrzebujemy otwartości i demokracji jak powietrza, którym oddychamy”. I to była świetna akcja, również dla nas bardzo ważna. Narysowała kółka, ponieważ była stosunkowo publiczna. Stasi była tam bardzo szybko i wytarła ją. Ale wieści rozeszły się i wtedy połączyły grupę z Kulturbandu, który był naprawdę daleko od kościoła, z grupami opozycyjnymi w kościele. Nawiązano wówczas solidarną współpracę z Jürgenem Talliigiem i jego towarzyszami broni, skazanymi na straszliwe grzywny. Zbieraliśmy dla nich pieniądze podczas modlitwy o pokój w Nikołaikirche. Generalnie też wszystko było bardzo ściśle powiązane w 1988 i 1989 roku. To rozwój, który ukształtował również siłę opozycji w Lipsku”.

Dlaczego zakaz wydawania Sputnika był tak polityczną kwestią, mimo że samo pismo było mniej popularne w NRD?

"Tak, magazyn był już bardzo popularny. Od czasu Gorbaczowa można było przeczytać ciekawe artykuły, zwłaszcza te dotyczące stalinizmu, których po prostu nie czytano w prasie NRD. I dlatego też Sputnik został wtedy zakazany. Ważną i dobrą rzeczą w Sputniku było to, że był to oficjalny magazyn. Więc zawsze możesz odnieść się do tego, co w nim było. Nie można tego zrobić z innymi magazynami trzymanymi w podziemiu. A kiedy został zakazany, w tym momencie zobaczyliśmy, że teraz jesteśmy jeszcze bardziej ubezwłasnowolnieni”.

Byłeś zorganizowany w grupach praw człowieka w Lipsku w czasach NRD. Jednocześnie niektórzy twierdzą, że nie było prawie żadnych możliwości angażowania się w lewicowe ugrupowania krytyczne lub opozycyjne, a przynajmniej prawie nic w tym nie dostrzegali. Jak byś to ocenił?

"Tak więc w Lipsku zdecydowanie istniały grupy w SED, ale także na uniwersytecie. Znam to konkretnie z tzw. Kulturbundu NRD, była grupa „Nowe Myślenie” z cyklem imprez „Dialog”, głównie studentów i członków SED. Poznali się w Klubie Wywiadu na Elsterstrasse. To był zdecydowanie partner naszych grup bazowych, jak nazywaliśmy grupy ze strony kościoła lub z grup praw człowieka. Możesz się zaangażować. Również w Berlinie istniały silne kręgi intelektualne, które pisały naprawdę wspaniałe pisma wizjonerskie dla NRD. Był Edelbert Richter, filozof z Kolegium Kościelnego w Naumburgu. Myślę, że nadal jest członkiem lewicy w Turyngii. Pisali prace, które stanowiły super dobrą podstawę do pracy opozycyjnej. Dużo poruszał się w kręgach intelektualnych. Byli też ludzie, którzy stosunkowo szybko zaczęli działać i zakładali partie i ruchy obywatelskie. Więc jeśli mówisz, że opozycja NRD nie miała planu, to kompletny nonsens. Świadczy o tym chociażby wiele pism podziemnych, które były publikowane i przekazywane, a które były również ważnymi pismami na scenie podziemnej”.

"Było wiele nieporozumień dotyczących celów naszych demonstracji w Nikolaikirchhof”.

Lata przed pokojową rewolucją były naznaczone rosnącą opozycją. Jak postrzegałeś czas pod koniec lat 80.?

"Ponieważ dzisiejsze wydarzenie odbywa się 04.09 września, łatwo jest spojrzeć wstecz na 04.09.1989 września 04.09 roku. To dla mnie wyjątkowy dzień. To był dzień, w którym staliśmy w Nikolaikirchhof z wielkimi transparentami. Dla nas była to bardzo ważna kampania publiczna. Dla mnie osobiście był to również ogromny krok w stronę społeczeństwa z tym, czego chcieliśmy. To też trochę pokazuje, że zawsze byłam aktywną publicznie kobietą, która przez to była również bardzo zagrożona. Byliśmy tu w Lipsku jako grupy mniej klubów dyskusyjnych niż działacze. To było inne niż w Berlinie. Ale to również sprawiło, że dużo się poruszyliśmy. Ze wszystkimi niepowodzeniami. 30. spowodowało aresztowanie XNUMX osób z Nikolaikirchhof w następny poniedziałek. To z kolei spowodowało, że w całej NRD panowała solidarność i strasznie dużo się poruszyło. Ale na każdy krok do przodu był jeden lub dwa kroki do tyłu, nie była to ulica jednokierunkowa. Ale było ich coraz więcej”.

Po co demonstrowałeś w Nikolaikirchhof?

"Na naszych banerach pojawiły się hasła, które na przestrzeni miesięcy okazały się dla nas ważnymi punktami krystalizacji. To były podstawowe prawa, które również były zawarte w konstytucji NRD: wolność zgromadzeń, wolność zrzeszania się... Wszystkie one były w konstytucji, ale zostały unieważnione przez prawa. A my domagaliśmy się tych konstytucyjnych praw, mówiąc: „Wolność zgromadzeń! Wolność prasy! O otwarty kraj z wolnymi ludźmi!” Odnosiło się to do tej woli wolności, którą mieliśmy. Chcieliśmy, aby ludzie mogli podejmować swobodne decyzje jako jednostki i aby prawa człowieka były chronione w NRD. To były nasze główne punkty. Jednym z najważniejszych było również praworządność. To bycie na łasce, to pozbawienie praw człowieka jako istoty ludzkiej, lekceważenie praw człowieka, które zawsze były wyzwalaczem i centrum zaangażowania dla nas lub dla mnie osobiście”.

Mimo to ulotki waszej grupy, które brzmiały „Jesteśmy jednym ludem”, zostały źle zrozumiane jako wezwanie do zjednoczenia. Co to właściwie oznaczało?

"To są absolutne nieporozumienia. Ulotka z 9 października 1989 roku została sformułowana na tle poprzednich dni z dużą ilością przemocy policyjnej na ulicach NRD. To było dla nas jasne: policjanci, którzy byli po drugiej stronie, którzy mogli mieć naszych braci lub ojców w oddziałach bojowych, wszyscy chcieliśmy być z nimi na ulicy. O to właśnie chodziło. „Jesteśmy jednym ludem!”. Przestałem biegać po połowie października, ponieważ pojawiły się już tendencje do wzywania do zjednoczenia. To, czego chcieliśmy, kiedy wzywaliśmy do otwarcia granic, nie było zjednoczeniem. A dla mnie osobiście sukces był już wtedy, kiedy nasi więźniowie polityczni zostali zwolnieni. Dla mnie walka na ulicach na razie dobiegła końca wraz z amnestią”.

Niedługo nadejdzie rocznica zjednoczenia Niemiec. Jakie jest Twoje spojrzenie na zjednoczone Niemcy i jak postrzegałeś zjednoczenie?

"Byliśmy pokoleniem, które urodziło się i dorastało w NRD. Dla mnie jedność Niemiec wcale nie była problemem. Nawet o tym nie rozmawialiśmy, to była dla nas dziwna myśl. W kręgach prawicowych mogło być inaczej. Myślę, że był też inny obraz pokoleniowy. Na przykład dla moich rodziców była to inna sprawa. Urodzili się w latach 20., przeszli wojnę, doświadczyli rozdrobnionego systemu demokratycznego, po wojnie znów mieli nadzieję. Jako dziecko zinternalizowałeś te zjednoczone Niemcy, to była na pewno wizja dla ciebie. Oczywiście w połączeniu z tęsknotą za ponownym zamieszkaniem z bliskimi w jednym kraju. Ale dla nas, młodszych ludzi, to wcale nie był problem, byliśmy zaniepokojeni zreformowaną NRD, zreformowanym systemem z podstawowymi prawami jednostki. A o Nikaraguę dbaliśmy już bardzo, na przykład w latach 80-tych. Dla nas to był precedens dla zreformowanego socjalizmu i było to niezwykle ekscytujące. W NRD było kilka grup w Nikaragui, ale państwo też ich nie lubiło. Ponieważ rozwinęli pomysły, które rzekomo nie pasowały do ​​NRD.

Dopiero bardzo późno, może 20 lat po rewolucji, zdałem sobie sprawę, że nasze grupy są bardzo niejednorodne i że w grupach praw człowieka są też zagorzali antykomuniści. Dla siebie mogę powiedzieć, że wolałbym dużo wolniejszy proces transformacji, z wolniejszym rozwojem i samopoznaniem przez obywateli NRD. Aby mogli stać się obywatelami z pewnością siebie. Ale ta opinia była całkowicie niedoreprezentowana. Myślę, że procesy zjednoczenia zostały całkowicie przyspieszone. Już w listopadzie 1989 roku w Lipsku dało się zauważyć, w jakim kierunku to zmierza, co również wywołało u nas odpowiednią frustrację”.

Byłeś później osobiście zaangażowany w radzenie sobie z represjami NRD...

"W 1990 roku zaangażowałem się w komitet obywatelski ds. rozwiązania Stasi, ponieważ zadanie to uznałem za niezwykle ważne. Możliwość wypracowania otwarcia akt tajnej policji i przejrzystości tajnej policji wydała mi się niezwykle ważna i dobra. Priorytetem była ochrona akt, a następnie rehabilitacja prześladowanych politycznie. Wszystkie akta nie znajdowały się w sądach, jak przystało na państwo konstytucyjne, ale w Stasi. Więc wszystkie musiały zostać odnowione do procesów rehabilitacji sądowej. I naprawdę widziałem wiele akt ofiar, dużo czytałem o represjach. To wywarło na mnie niesamowity wpływ. Wyszedłem też z sytuacji, w której można powiedzieć: byłem prześladowany. Ale to było dla mnie bardzo małe w porównaniu z tym, co tam przeczytałem. Mogłem to znieść tylko przez bardzo określony czas, zanim powiedziałem: „Teraz to dobrze!” Potem zacząłem studiować prawo, ponieważ była to dla mnie logiczna konsekwencja. Ale oczywiście ta praca ukształtowała mnie także w radzeniu sobie z przeszłością”.

W którym momencie w okresie zjednoczenia zniesiono prześladowane politycznie prawo i zniesiono surowe i bezprawne kary, o których donosiliście?

"Sukcesem Pokojowej Rewolucji jest przywrócenie rządów prawa. Że istniała ustawa o odwyku, że każdy, kto się zgłosi, będzie rehabilitowany z bezprawnych wyroków. To był proces trwający wiele lat. W ostatnich miesiącach przed wejściem NRD zaczęliśmy przygotowywać akta, a pierwsi sędziowie z Bawarii i Badenii-Wirtembergii przyjechali i prowadzili tu postępowanie. Zadbano o to, aby robili to doświadczeni ludzie. Potrzebne były i są różne formy rehabilitacji: Z jednej strony oczywiście rehabilitacja karna. Na przykład istnieje również rehabilitacja dla uczniów, którzy byli w niekorzystnej sytuacji edukacyjnej w NRD. Albo inny przykład: dla kobiet, które doznały traumy w wyniku przymusowego leczenia. Oprócz różnych form rehabilitacji, w tym administracyjnych, istniała i nadal jest rekompensata dla poszkodowanych. Jest to bardzo potrzebne, aby oddać sprawiedliwość godności osób dotkniętych represjami w podeszłym wieku. Ale wciąż są grupy, które niestety nie zostały jeszcze wzięte pod uwagę. Są to na przykład dzieci adoptowane i adopcje przymusowe. Bardzo trudno to udowodnić i wyjaśnić, nawet z aktami Stasi. Wiele też zostało zniszczonych, zanim zdołano zająć MfS i otworzyć akta. Ale to wciąż są procesy, co do których mam dobre przeczucia. Gdzie jest szansa, że ​​ludzie, którzy czegoś takiego doświadczyli, będą mieli rację. To także znak, że rządy prawa mogą działać”.

"Pogodzenie się z przeszłością SED przez DIE LINKE,

to jest nadal włączone!

Jak postrzegałeś tworzenie partii i strukturę PDS po upadku muru? Jaką, Twoim zdaniem, odpowiedzialność ta polityczna spuścizna nakłada na DIE LINKE?

"Dla mnie – jak dla wielu innych – kluczowym pytaniem było: czy powstanie nowa partia, czy też SED będzie dalej działać? My, którzy czuliśmy się związani z lewicą, nie rozumieliśmy wtedy, dlaczego nie było radykalnego nowego początku w grudniu 1989 roku. Zostało to również pokazane w biografiach, które kontynuowały od SED do PDS. Doprowadziło to do nowej pewności siebie wśród osób, które w tamtym czasie były mocno zaangażowane w system NRD. Dotyczy to na przykład Volkera Külowa, gdzie proces ten jeszcze się dla mnie nie skończył. Wciąż brakuje mu czegoś, a mianowicie uznania godności ofiar, które sam pomógł wytworzyć. On też sprowadził pokrzywdzonych, zdegradowanych ludzi i wciąż brakuje mi bardzo szczerych przeprosin. Nie wyciągnął jeszcze tego z ust, zamiast tego zawsze powtarzał, że trzyma się tego, co wtedy zrobił i uważa, że ​​to w porządku. Dopóki nie nastąpią przeprosiny, rany będą nadal otwarte. Poszkodowani często zbyt późno zdają sobie sprawę, że byli częścią represji państwowych. Nie chcą być ofiarą. Podobnie należy dokonać rozróżnienia między sprawcami. Badania w BSTU dostarczają dobrych wskazówek w tym zakresie. Jest to ważne dla społeczeństwa, jest to proces pojednania, który wciąż częściowo trwa. I dlatego teraz tu siedzę, chociaż wiele kręgów, z którymi czułem się bardzo związany przez długi czas, jest krytycznych wobec nawiązywania w ogóle dialogu z lewakami. Dla wielu jest to nie do pomyślenia, ponieważ tak wiele wciąż nie zostało powiedziane. Ale już widzę, że teraz jest szansa, żeby się z tym ponownie uporać. Moim zdaniem jest to również ważne zadanie dla lewicy: nie trzymać się już z pola widzenia NRD, historii transformacji i tego, co z niej wyrosło, ale zaangażować się i mieć odpowiednią postawę. Zaangażowanie się w radę miasta Lipska i powiedzenie: „Mamy zdanie na temat rundy za róg!”. I wesprzeć wyjaśnienie i nie powstrzymywać się już tylko dlatego, że mieliśmy przeszłość SED. Myślę, że teraz to wszystko! To musi się wydarzyć wewnątrz partii i na zewnątrz”.

To ważne pytanie, jak radzić sobie z ludźmi, którzy mają przeszłość Stasi dzisiaj, 30 lat po upadku NRD. Nadal istnieje odpowiedni przegląd w Bundestagu. Nawet jeśli niektórzy ludzie słusznie skonfrontowali się ze swoją przeszłością, ponieważ mentalnie kontynuują spuściznę i nie zdystansowali się, pojawia się pytanie: jak sobie radzisz z taką biografią w ogóle - także w partii?

"Więc mam już nadzieję na zmianę pokoleniową w lewicy. Na przykład pytania zadawane dzisiaj przez młodych ludzi są bardzo różne. Z jednej strony wzrosło zainteresowanie tym, co robiło pokolenie dziadków, w jakim stopniu było ono zaangażowane w system. Pytania zadawane są również z innego kontekstu edukacyjnego, ludzie inaczej przybyli do społeczeństwa. Dla mnie ten dialog między pokoleniami jest także okazją do wyjaśnienia spraw i ich pogodzenia. Myślę, że to tylko procesy, przez które musimy teraz przejść. I mam nadzieję dla lewicy w ogóle, ale także dla partii DIE LINKE, że następne pokolenia znów będą zadawały te pytania starym kadrom. I którzy w rezultacie ponownie się pozycjonują. W końcu tożsamość polityczna NRD różniła się od tożsamości kulturowej, która teraz wytwarza tyle nostalgii. I uważam, że młodsze pokolenie powinno jeszcze raz zapytać o swoją tożsamość polityczną, którą większość Ossis szybko wyzbywało się.

Uważam też, że ustawa o kontroli osób wybieranych do parlamentu powinna być utrzymana w mocy do czasu, gdy w parlamencie przestanie zasiadać ówczesne pokolenie 18-latków. Aby nam to nie zaszkodziło - wręcz przeciwnie! Może to stymulować ważne dyskusje, argumenty i ponowną ocenę. Ten proces społeczny nie jest jeszcze zakończony i powinien być kontynuowany. To wciąż jeden z najważniejszych punktów, które partia musi wyjaśnić, zajmując się przeszłością Stasi”.

Nawet w kontekście pozaparlamentarnym przeszłość Stasi nadal oznacza dla wielu osób osobiste cięcia, takie jak wykluczenie ze służby publicznej. Z drugiej strony w Saksonii panuje nastrój, w którym młodzi parlamentarzyści wciąż są oskarżani o przynależność do NRD i Stasi. Wszystko to wpisuje się w nastroje antykomunistyczne w społeczeństwie, w którym trudno jest ujawniać własną przeszłość i krytycznie z nią postępować.

"Myślę też, że mogłoby istnieć coś takiego jak komisja śledcza, która ponownie oceniłaby sytuację i ponownie zrewidowała kryteria. Chodzi również o aktualny stan badań naukowych. Jesteśmy teraz na innym poziomie i patrzymy na wszystko z szerszej perspektywy. Nie wiem teraz, w jakim stopniu rewizja tych kryteriów jest politycznie możliwa. Aby na przykład coś takiego jak służba wojskowa w pułku gwardii zostało ponownie ocenione. Myślę, że to ma sens”.

Przetwarzanie rozmowy i tekstu: Djamila Hess

Oświadczenie linXXnet w sprawie aktualnej debaty na temat policji

Tym tekstem chcemy dać głos wszystkim tym, którzy nie mogą utożsamiać się z deklaracjami bezwarunkowej solidarności policyjnej, które lewicowcy sformułowali również w toku obecnej debaty. Zamiast tego chcielibyśmy wspólnie opowiedzieć się za zróżnicowaną, merytorycznie słuszną, a przede wszystkim naprawdę lewicową postawą wobec policji.

25 maja 2020 r. George Floyd został brutalnie aresztowany i zabity przez funkcjonariusza policji w Minneapolis. Wybuchają masowe protesty, które przelewają się przez ocean do Europy i Niemiec. Wielkie demonstracje solidarności z osobami dotkniętymi rasizmem i rasistowską przemocą policji również wypełniają ulice w Niemczech.

Ten ważny problem, zbyt często odsuwany na bok, w końcu trafia do szerokiej debaty publicznej i uwidacznia to, co zostało przemilczane: rasizm nie jest problemem odosobnionym – także we władzach, a także w policji – ale strukturalny.

Poparcie przewodniczącej SPD Saskii Esken z wieloma czarnymi i kolorowymi, którzy na placach publicznych w Niemczech mówili o swoich negatywnych doświadczeniach z policją, wywołało burze oburzenia. Uchwalona w tym czasie w Berlinie ustawa antydyskryminacyjna, która również wiąże władze z zasadą równego traktowania zapisaną w Ustawie Zasadniczej i ułatwia osobom dotkniętym dyskryminacją egzekwowanie swoich praw, sprowadziła rozgniewanych przedstawicieli związki policyjne i konserwatywni politycy na scenie. Federalny minister spraw wewnętrznych mówił nawet o „dyskryminacji” policji przez prawo.

Wiele reakcji na bieżące debaty i środki polityczne pokazuje, że policja nadal ma status „świętego Graala”. Krytycy działań policyjnych są szybko oskarżani o uogólnianie, alienację prawa, a nawet wrogość wobec państwa. W ten sposób krytyka zostaje zdelegitymizowana, a policja zostaje uodporniona na krytykę.

Wśród chóru bezwarunkowych obrońców policji w ostatnich tygodniach wielokrotnie znajdowano funkcjonariuszy naszej partii.

„Rasizm w policji musi być konsekwentnie zwalczany, tak jak ma to miejsce wszędzie. Jednak błędem jest narażanie policji na ogólne podejrzenie o rasizm. Policjanci zasługują na większe uznanie” – napisał na Twitterze Dietmar Bartsch, przewodniczący lewicowej grupy parlamentarnej w niemieckim Bundestagu, na przykład 9 czerwca 2020 roku.

Zaraz po gwałtownych zamieszkach w Stuttgarcie, 21 czerwca dołączył do tenoru polityków prawa i porządku za pośrednictwem Twittera, bez znanego wówczas tła wydarzeń.
Zaledwie kilka miesięcy temu, na podstawie medialnych relacji z sylwestra w Connewitzer Kreuz, przekonaliśmy się, jak policja czasami działała jako aktor polityczny w swojej pracy public relations i wpłynęła na debatę na rzecz konserwatywnych i prawicowych stanowisk, które wezwał do większych represji, większych uprawnień i większej militaryzacji wrzasków policji.

Tym tekstem chcemy dać głos wszystkim tym, którzy nie mogą utożsamiać się z deklaracjami bezwarunkowej solidarności policyjnej, sformułowanymi również przez lewicowców w toku debaty. Zamiast tego chcielibyśmy wspólnie opowiedzieć się za zróżnicowaną, merytorycznie słuszną, a przede wszystkim naprawdę lewicową postawą wobec policji.

Nie budzimy ogólnych podejrzeń. Oczywiście nie wszyscy policjanci są rasistami. W rzeczywistości w toku obecnej dyskusji policja nie została jeszcze „podejrzana o rasizm” przez żadną ze stron. Jedynymi, którzy twierdzą, że są konserwatywni i prawicowi politycy oraz rzecznicy związków zawodowych policyjnych, którzy przedstawiają wszystkich funkcjonariuszy policji jako ofiary za pomocą zniekształconych statystyk dotyczących fizycznych ataków na funkcjonariuszy policji i rzekomego braku uznania policji w społeczeństwie oraz w ten sposób chce się osiągnąć emocjonalizację dyskusji, która bardzo im odpowiada. W końcu sprawia to, że tym łatwiej jest ukryć fakt, że rządy i duże związki policyjne są ostatecznie winne temu, że jako „podejrzenia” możemy nazwać rasizm strukturalny i działania antydemokratyczne w policji – ponieważ CDU, DPolG i PKB od zawsze walczyły ze wszystkimi Siła przeciwko pogłębionym badaniom na temat postaw dyskryminacyjnych w policji, niezależnych biur skarg, wymogu dokumentacji przy sprawdzaniu tożsamości czy wymogu oznakowania, czyli po prostu jakiejkolwiek formy demokratycznej kontroli i przejrzystości policji akcja.

Tym bardziej możemy zatem zrozumieć, dlaczego lewicowcy wskakują na wykalkulowaną karuzelę oburzenia na temat rzekomego ogólnego podejrzenia wobec policji, a tym samym odtwarzają konserwatywne i prawicowe modne hasła, zamiast zajmować się oczywistą nierównowagą debaty w zróżnicowany i krytyczny sposób.

Co więcej, musimy przyznać, nawet bez szerokiego zestawu faktów, że istnieje strukturalny problem rasizmu w aparacie policyjnym i że zadania powierzone policji w ramach władzy wykonawczej oznaczają również wykonywanie rasizmu państwowego.

Na podstawie licznych wykrytych skarg, np. śledztw przeciwko funkcjonariuszom policji z powodu używania symboli antykonstytucyjnych, przynależności do sceny obywatelskiej Rzeszy, zob. https://www.deutschlandfunk.de/rechtsextremismus-bei-der-polizei-zu-viele-einzelfaelle.724.de.html?dram:article_id=466389, prawicowa siatka w heskiej policji, rasistowska agitacja na czacie grupy saksońskich studentów policji, zajmująca się dziennikarzami (np. afera „obywatelska kapelusza”), prawicowe uwikłania (słowo kluczowe: grupa Nordkreuz, kierowana przez LKA i SEK) oraz zachowania śledcze jak w przypadku kompleksu NSU, z naszego punktu widzenia można powiedzieć, że policja nie jest tylko zwierciadłem społeczeństwa – skupiają się tu postawy autorytarne, konserwatywne i dyskryminacyjne.

Socjologowie, tacy jak badacz policji Rafael Behr, zwracają uwagę, że takie postawy często rozwijają się w trakcie kariery policyjnej. I to właśnie izolacja części aparatu policyjnego, niekwestionowane obrazy rasistowskich czy politycznych wrogów wśród funkcjonariuszy policji, to esprit de corps i to brak demokratycznej kontroli uniemożliwia wewnętrzną autorefleksję i zmiany.

Dlatego bardziej niż właściwe jest, abyśmy jako LINKE zajęli krytyczne stanowisko w sprawie działań policyjnych, zamiast w kółko stać po ich stronie w pełni i bezkrytycznie.

Wielu z nas doświadczyło przemocy policyjnej w naszej pracy politycznej. A zbyt dobrze wiemy, że kara za to samo musi być dokładnie rozważona. Reklamy albo prowadzą do niczego, albo sami się wyświetlamy. W tym sensie nasze miejsce jako LINKE jest po stronie tych, których władza państwowa pozbawia i pozbawia prawa praw obywatelskich. Jesteśmy odpowiedzialni za potępienie nielegalnej przemocy policyjnej oraz jasne nazwanie i zwalczanie ideologii nierówności w policji.

Jako członkowie i przyjaciele DIE LINKE w naszej codziennej pracy wspieramy tych, którzy są sprawdzani przez policję w pobliżu dworców kolejowych, ponieważ mają inny kolor skóry. Stoimy przed drzwiami naszych przyjaciół, którzy są odbierani przez policję do deportacji. Siedzimy obok siebie w blokadzie, aby zablokować neonazistom drogę i uważać na siebie, gdy policja chce nas oczyścić. Kwestionujemy komunikaty prasowe policji i tworzymy kontr-reklamę, gdy media po prostu je przejmują. Pracujemy w komisjach śledczych, w parlamentach i na honorowych stanowiskach, aby wykrywać prawicowe siatki, a przy tym często spotykamy się z powiązaniami z policją.

Pracujemy na wszystkich szczeblach dla zabezpieczenia społecznego i solidarnych dzielnic zamiast nadzoru i kontroli. Na różnych szczeblach parlamentarnych oraz w inicjatywach i sojuszach pozaparlamentarnych ostatecznie walczymy o fundamentalną reformę policji. Oznacza to m.in. wprowadzenie obowiązkowej identyfikacji, niezależnego biura zażaleń dla policjantów i obywateli, rozwiązanie zamkniętych jednostek policji, wyraźny zakaz profilowania rasowego, obowiązek dokumentowania kontroli osobistych oraz wzmocnienie demokracji i człowieka. edukacja prawnicza w ramach szkolenia policyjnego.

Apelujemy do przewodniczącego frakcji lewicowej w niemieckim Bundestagu Dietmara Bartscha o rozważenie jego wypowiedzi w świetle naszego programowego pozycjonowania jako partii DIE LINKE:

Chcemy przezwyciężyć wszelkie warunki społeczne, w których ludzie są wyzyskiwani, pozbawiani i pozbawiani praw obywatelskich, w których niszczone są ich społeczne i naturalne podstawy życia.

Apelujemy do wszystkich lewicowców, którzy bezwarunkowo wspierali policję w ciągu ostatnich kilku tygodni, aby ponownie rozważyli swoje jednostronne wypowiedzi, zakwestionowali brak fundamentalnych możliwości kontroli policji w zakresie podziału władzy i wzięli pod uwagę realia życia wielu ludzi w ich postrzeganiu, że działania policji często kojarzą się z osobistym strachem i bezsilnością oraz że policję jako instytucję należy gruntownie zreformować ze słusznych powodów.

LinXXnet w lipcu 2020 r.

Razem przeciwko zakazowi platformy Indymedia linksunten: Wszyscy jesteśmy przeznaczeni. To oznacza wolność prasy!

29.1.2020 stycznia 2008 roku Federalny Sąd Administracyjny w Lipsku ma poznać legalność zakazu platformy internetowej Indymedia linksunten. Indymedia linksunten została założona w XNUMX roku jako odgałęzienie globalnej sieci Indymedia. Postrzega się jako otwarta oferta medialna, jako przestrzeń, która jest wykorzystywana w sposób zdecentralizowany przez wielu różnych aktorów do publikowania lewicowych treści.

W dniu 25 sierpnia 2017 r. duża policja przeszukała prywatne domy pięciu osób i autonomiczny ośrodek kultury we Freiburgu, skonfiskowano urządzenia techniczne, nośniki pamięci, ale także książki, prywatne notatki, ulotki i inne przedmioty. Powodem przeszukania było wykonanie dekretu Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (BMI) zakazującego korzystania z platformy internetowej linksunten.indymedia.org.

Sztuczka prawna polegała na uznaniu Indymedia linksunten za „stowarzyszenie”, aby móc zastosować instrument prawa stowarzyszeniowego. W ten sposób można by obejść znacznie wyższe wymogi zakazu wynikające z ustawy o telemediach. Rzekome stowarzyszenie zostało oskarżone o działanie wbrew porządkowi konstytucyjnemu, między innymi dlatego, że na platformie pojawiły się wezwania do przemocy. Jednak w takich przypadkach o charakterze karnym przepisy – w tym przypadku Ustawa o telemediach i Umowa o radiofonii i telewizji – przewidują inną procedurę. Zakaz został zatem wprowadzony w życie za pomocą prawa o stowarzyszeniu, wiedząc doskonale, że nie byłoby to możliwe dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na podstawie faktycznie obowiązującej ustawy medialnej krajów związkowych.

Nie wiadomo, kto ma reprezentować stowarzyszenie „linksunten.indymedia”. Nie ma dowodów na to, że są to osoby, które zostały przeszukane. Skonfiskowane dyski twarde nie mogły zostać odszyfrowane przez władze. Wszczęte postępowanie karne zostało umorzone w sierpniu 2019 r. Czasowo zawieszono również śledztwa oparte na skardze członka bractwa i urzędnika AfD o „utworzeniu organizacji przestępczej”.

Indymedia linksunten jest lewicowym medium prasowym o skrzyżowanych nurtach, a praktyka otwartej publikacji jest chroniona przez podstawowe prawo do wolności wypowiedzi. Zakaz praw zrzeszania się był aktem politycznym, gestem próby zastraszenia samej lewicy politycznej. Zakaz poprzedziły różne protesty przeciwko szczytowi G20 w Hamburgu. W rezultacie i przed wyborami federalnymi w 2017 roku należy wysłać na lewicę pokaz siły i zastraszenia.

Jesteśmy pewni: konstrukcja zakazu jest nie do utrzymania. Zakładamy, że zakaz zostanie uznany za nielegalny i platforma będzie mogła wtedy wznowić swoją pracę.”

Chodzi o niczym innym, jak o wolność prasy i możliwość swobodnego, politycznego wyrażania opinii.

To wezwanie jest obsługiwane przez:

– Komisja Praw Podstawowych i Demokracji
– Digitalcourage eV
– Unia Humanistyczna
– Chaos Computer Club
– Międzynarodowa Liga Praw Człowieka
– wolność
– Federalna Grupa Robocza Krytycznych Grup Jurajskich (BAKJ)
– Cilip – Służba Informacyjna ds. Praw Obywatelskich i Policji
– Stowarzyszenie Prawników Demokratów (VDJ)
– LaborNet Niemcy
– Grupa robocza krytycznych prawników Freiburg
– krytyczni prawnicy FU Berlin
– Grupa robocza prawników krytycznych w Greifswaldzie
– Grupa robocza prawników krytycznych w Lipsku
– Grupa robocza prawników krytycznych Halle/Saale
– Inicjatywa oddolna Solidarność Wuppertal
– plus humanité eV
– solowa grupa GG/BO Lipsk
– „Rasizm zabija!” – Lipsk
– Prasa zbiorowa 04277

(Dalsze deklaracje poparcia organizacji i inicjatyw prosimy przesyłać na adres: kontakt@linXXnet.de).

Opinie o zakazie linksunten

„Byłoby mniej drastycznych środków, aby podjąć działania przeciwko treściom przestępczym na linksunten.indymedia. Fakt, że rząd federalny całkowicie zakazuje portalu internetowego, który mimo wszystko jest dziennikarski, tylnymi drzwiami prawa stowarzyszeniowego, a tym samym pomija prawne rozważania dotyczące podstawowego prawa do wolności prasy, jest niezwykle wątpliwy z punktu widzenia praworządności. W skali międzynarodowej jest to niepokojący sygnał i daje represyjnym reżimom na całym świecie wymówkę, by zrobić to samo, co władze niemieckie”.

(Christian Mihr, dyrektor zarządzający Reporterzy bez granic)

„Oczywiste jest, że w czasach, gdy społeczeństwo coraz bardziej skłania się na prawo, a tendencje populistyczne i autorytarne nabierają siły, takich ataków na podstawowe prawa demokratyczne należy się spodziewać. Jeśli jednak platforma dziennikarska może zostać zakazana tylnymi drzwiami za pomocą prawa o stowarzyszeniach, podstawowe prawo do wolności prasy staje się nieużytkiem. Zaangażowana walka z zakazem „linksunten” jest zatem pilnie potrzebna, nie tylko na poziomie prawnym, ale także na poziomie społeczeństwa obywatelskiego” (Angela Furmaniak, prawniczka i członkini Stowarzyszenia Prawników Republikańskich RAV)

„Zakaz dotyczący linksunten indymedia nie był konstytucyjny. W efekcie zakazano nie tylko jakiegokolwiek stowarzyszenia, ale oferty medialnej, która służyła w szczególności do rozpowszechniania opinii. W związku z tym podlega ochronie wolności wypowiedzi art. 5 ust. 1 Ustawy Zasadniczej. (Maren Leifker / Christine Meissler w Raporcie Praw Podstawowych 2018)

29 stycznia 2020 r. w godzinach od 08:30 do 10:00 oraz od 14:00 do 16:00 odbędzie się wiec Inicjatywa na rzecz Wolności Prasy przed Federalnym Sądem Administracyjnym w Lipsku. równolegle do rozpoczynającego się tam procesu.

Już 25 stycznia w Lipsku Protest przeciwko zakazowi nazywa.

Oświadczenie w sprawie wyborów stanowych!

Postęp i spójność zamiast rezygnacji i podziału

"Inny od innych" - tak lubimy mówić o naszej imprezie. I w wielu dziedzinach to prawda - ale niestety nie w niektórych. Teraz, gdy doświadczyliśmy długich debat na szczeblu federalnym, których rodzaj i miejsce nie sprzyjały naszym wyborom stanowym, widzimy teraz, że niestety niektórzy aktorzy chcą prowadzić tę samą formę debaty na szczeblu stanowym. Zamiast oceniać ostatnie wybory, w tym wybory federalne, europejskie i samorządowe, wspólnie, konstruktywnie, a przede wszystkim w naszej partii, pojawiają się teraz w prasie żądania jego dymisji. Pod hasłem „Leipzińscy lewicowcy domagają się dymisji przywództwa państwa” postulat ten jest podkreślony sukcesami Lipska, które nie są bynajmniej wynikiem pojedynczego posła do Bundestagu czy przewodniczącego miasta. Mocno wierzymy, że my również jesteśmy „lewicowcami lipskimi”, ale chcemy innej debaty. Jednocześnie musimy przyjrzeć się własnym nosom w Lipsku. Wyniki w okręgach wyborczych również znacznie różnią się w naszym kraju. Na przykład w okręgu przewodniczącego miasta straciliśmy trzecią największą liczbę punktów procentowych. Wyniki wyborów to także punkt zwrotny dla całego społeczeństwa, którego lepsze lub mniej złe wyniki w niektórych okręgach wyborczych nie poprawią – nawet w naszych okręgach. Wreszcie jesteśmy winni naszym towarzyszom z Turyngii, by nie przewodzić twardym, publicznym sporom znanym z partii federalnej w stowarzyszeniu stanowym. Zjazd partyjny jest w listopadzie i jak zwykle w naszej partii, każdy może tam kandydować. Najlepiej z konstruktywnymi i konkretnymi pomysłami przedstawionymi najpierw partii, a nie prasie.

Najnowsze podpisy
Przewiń do góry