Nagrania z wydarzeń

Dyskusja na temat „lewicowej opozycji w NRD”

W ramach pierwszego wydarzenia z serii wydarzeń „Długi cień SED: NRD i punkt zwrotny w krytycznej rewizji lewicy” Titus Hopp (Berlin) i Gesine Oltmanns (Leipzig) przybyli 04.09.2020 września XNUMX r. na temat „Lewicowa opozycja w NRD”. W porozumieniu z uczestnikami poniżej publikujemy fragmenty tej dyskusji. Koncentruje się na spojrzeniu Gesine Oltmann na jej osobiste doświadczenia w NRD i okresie zjednoczenia, a także na proces godzenia się z nimi w ramach partii DIE LINKE.

Gesine, jako członek rodziny pastora, zostałeś w NRD umieszczony na specjalnym stanowisku przez SED i Stasi, co również wiązało się z represjami. Jak postrzegałeś tę sytuację w swoim dzieciństwie i młodości?

Gesine Oltmanns: „Bycie córką domu pastora było szczególną sytuacją w NRD. Urodziłem się w piętnie, które ukształtowało NRD jako państwo. NRD była państwem ateistycznym i walczyła z tym szczególnie w latach pięćdziesiątych. W tamtym czasie Kościół ze wszystkimi jego formatami młodzieżowymi, środowiskami studenckimi i innymi organizacjami był bardzo przeciwny. Mój ojciec był wtedy młodym pastorem w Böhlen i pomógł przejść przez całą sytuację. Muszę przyznać, że to była też trauma dla naszej rodziny. Zawsze było dla mnie zdumiewające, że mój ojciec był nadal niezwykle otwarty na to, co miało na myśli państwo i zawsze szukał dialogu. Dla mnie jako dziecka zawsze była to pozycja szczególna. Było dla nas jasne, że żadne z nas, dzieci, nie dołączy do pionierów ani do FDJ. Nie warto było nawet o tym dyskutować w domu naszych rodziców. Dlatego od dzieciństwa zawsze odgrywałam szczególną rolę, co często było kwestionowane przez innych. Moi koledzy z klasy pytali mnie, na przykład: „Dlaczego cię tam nie ma?” lub „Dlaczego nie dołączysz do nas?”. W tym czasie musiałem wypracować własną postawę. Jako nastolatka bardzo mi się to podobało. Więc nacisnąłem to do granic możliwości nie tylko bycia jedynym w niebieskiej koszuli na apelu klasowym czy szkolnym, ale także by doświadczać i wnosić inne rzeczy. W domu mogłem doświadczyć innych rozmów niż na lekcjach obywatelstwa. To było oczywiście bardzo kształtujące dla mnie jako dziecka. Stałem się naprawdę upolityczniony, kiedy mój najstarszy brat został aresztowany w Berlinie w 50 roku z powodów politycznych, co wprawiło naszą rodzinę w szok. Miał pięć numerów magazynu lustro przekazał go znajomym, za co siedział w Hohenschönhausen i został skazany na 2,5 roku więzienia. Do dystrybucji kilku magazynów! Dla mnie było to pierwsze naprawdę represyjne doświadczenie z NRD. Później nie mogłem się uczyć, ponieważ oparłem się przedwojskowemu przygotowaniu w szkole. Nie chciałem brać udziału, ponieważ uznałem to za bezcelowe i absurdalne w dobie broni jądrowej. A to było ogromne utrudnienie, co oznaczało, że nie mogłem w ogóle rozwinąć mojej biografii”.

"Oczywiście w NRD była lewicowa opozycja –

szczególnie widoczne w Lipsku”

Jak postrzegałeś lewicową opozycję w NRD?

"Więc oczywiście była lewicowa opozycja. I zawsze tak było. Ta lewicowa opozycja była widoczna także w Lipsku. Natknąłem się na to na przykład, kiedy pracowałem nad tym w Stasi. Zajmowałem się procesami politycznymi i rehabilitacją ludzi i przeglądałem w tym celu akta. W pewnym momencie przed drzwiami mojego biura stanął pan i chciał zobaczyć jego osąd. Oskarżeni nie otrzymali wtedy nawet wyroków. Sprawa pochodziła z końca lat siedemdziesiątych. W Lipsku była grupa lewicowa skupiona wokół byłego wykładowcy. I robili coś bardzo typowego dla tych lewicowych środowisk: spotykali się i dyskutowali o literaturze, a także przekazywali rzeczy zakazane, których nie sprzedawano w księgarniach. Były to żywe kręgi intelektualne. Oczywiście ci ze Stasi zawsze byli cierniem w ich boku, ponieważ oznaczało to również, że społeczeństwo musiało wymyślać inne idee i różne podejścia. Grupa ta zajęła się aresztowaniem Rudolfa Bahro. Rudolf Bahro był komunistą w Niemczech Wschodnich, który napisał to, co w rzeczywistości było jego rozprawą, Alternatywa. Książka nie mogła ukazać się w NRD, chociaż w rzeczywistości była to książka dla NRD. Został oficjalnie zakazany, a mimo to był szeroko dyskutowany i czytany w kręgach podziemnych. A po aresztowaniu Rudolfa Bahro w 70 roku grupa ta wykonała wielki ruch pod Pomnikiem Bitwy Narodów. Napisali na niej dużymi czerwonymi literami: „Free Bahro”. I z tym cała grupa została rozbita przez Stasi i wszyscy zostali aresztowani i skazani na kilka lat więzienia. W grupie była też młoda kobieta w zaawansowanej ciąży. Śledztwo było początkowo prowadzone bez pozbawienia wolności, po porodzie dziecko zostało umieszczone w państwowym domu dziecka, a kobieta musiała trafić do więzienia. Więc to była naprawdę głęboka tragedia, jak sobie z tym poradzono. Za tę akcję ludzie zostali skazani na nawet siedem i pół roku więzienia. Irracjonalne zdanie! Ale kampania na rzecz wolności Bahro z kolei pobudziła innych tutaj, w Lipsku. Wtedy na przykład przygotowano ulotki dla aresztowanych. Dwie osoby z grupy wydrukowały ulotki, o czym dowiedziałam się w aktach Stasi. Ciekawe jest to, że istniała tu silna, intelektualna scena, która zajmowała się lewicowymi ideami. Ale była też w wyszukiwarce Stasi. Osoby zaangażowane były narażone na odpowiednie represje i prześladowane jako wrogowie państwa. Wiele osób wyjechało wówczas na Zachód. Kolejną grupą było „Nowe Myślenie”. Była osoba o nazwisku Jürgen Tallig. Chciał po zbanowaniu magazynu Sputnik jesienią 1988 r. staje się to powszechnie wiadome i że Gorbaczow i jego reformy są również tutaj silniej dostrzegane. Tak więc on i trzy osoby napisali wielkimi literami cytat Gorbaczowa w przejściu dla pieszych przy Wilhelm-Leuschner-Platz: „Potrzebujemy otwartości i demokracji jak powietrza, którym oddychamy”. I to była świetna akcja, również dla nas bardzo ważna. Narysowała kółka, ponieważ była stosunkowo publiczna. Stasi była tam bardzo szybko i wytarła ją. Ale wieści rozeszły się i wtedy połączyły grupę z Kulturbandu, który był naprawdę daleko od kościoła, z grupami opozycyjnymi w kościele. Nawiązano wówczas solidarną współpracę z Jürgenem Talliigiem i jego towarzyszami broni, skazanymi na straszliwe grzywny. Zbieraliśmy dla nich pieniądze podczas modlitwy o pokój w Nikołaikirche. Generalnie też wszystko było bardzo ściśle powiązane w 1988 i 1989 roku. To rozwój, który ukształtował również siłę opozycji w Lipsku”.

Dlaczego zakaz wydawania Sputnika był tak polityczną kwestią, mimo że samo pismo było mniej popularne w NRD?

"Tak, magazyn był już bardzo popularny. Od czasu Gorbaczowa można było przeczytać ciekawe artykuły, zwłaszcza te dotyczące stalinizmu, których po prostu nie czytano w prasie NRD. I dlatego też Sputnik został wtedy zakazany. Ważną i dobrą rzeczą w Sputniku było to, że był to oficjalny magazyn. Więc zawsze możesz odnieść się do tego, co w nim było. Nie można tego zrobić z innymi magazynami trzymanymi w podziemiu. A kiedy został zakazany, w tym momencie zobaczyliśmy, że teraz jesteśmy jeszcze bardziej ubezwłasnowolnieni”.

Byłeś zorganizowany w grupach praw człowieka w Lipsku w czasach NRD. Jednocześnie niektórzy twierdzą, że nie było prawie żadnych możliwości angażowania się w lewicowe ugrupowania krytyczne lub opozycyjne, a przynajmniej prawie nic w tym nie dostrzegali. Jak byś to ocenił?

"Tak więc w Lipsku zdecydowanie istniały grupy w SED, ale także na uniwersytecie. Znam to konkretnie z tzw. Kulturbundu NRD, była grupa „Nowe Myślenie” z cyklem imprez „Dialog”, głównie studentów i członków SED. Poznali się w Klubie Wywiadu na Elsterstrasse. To był zdecydowanie partner naszych grup bazowych, jak nazywaliśmy grupy ze strony kościoła lub z grup praw człowieka. Możesz się zaangażować. Również w Berlinie istniały silne kręgi intelektualne, które pisały naprawdę wspaniałe pisma wizjonerskie dla NRD. Był Edelbert Richter, filozof z Kolegium Kościelnego w Naumburgu. Myślę, że nadal jest członkiem lewicy w Turyngii. Pisali prace, które stanowiły super dobrą podstawę do pracy opozycyjnej. Dużo poruszał się w kręgach intelektualnych. Byli też ludzie, którzy stosunkowo szybko zaczęli działać i zakładali partie i ruchy obywatelskie. Więc jeśli mówisz, że opozycja NRD nie miała planu, to kompletny nonsens. Świadczy o tym chociażby wiele pism podziemnych, które były publikowane i przekazywane, a które były również ważnymi pismami na scenie podziemnej”.

"Było wiele nieporozumień dotyczących celów naszych demonstracji w Nikolaikirchhof”.

Lata przed pokojową rewolucją były naznaczone rosnącą opozycją. Jak postrzegałeś czas pod koniec lat 80.?

"Ponieważ dzisiejsze wydarzenie odbywa się 04.09 września, łatwo jest spojrzeć wstecz na 04.09.1989 września 04.09 roku. To dla mnie wyjątkowy dzień. To był dzień, w którym staliśmy w Nikolaikirchhof z wielkimi transparentami. Dla nas była to bardzo ważna kampania publiczna. Dla mnie osobiście był to również ogromny krok w stronę społeczeństwa z tym, czego chcieliśmy. To też trochę pokazuje, że zawsze byłam aktywną publicznie kobietą, która przez to była również bardzo zagrożona. Byliśmy tu w Lipsku jako grupy mniej klubów dyskusyjnych niż działacze. To było inne niż w Berlinie. Ale to również sprawiło, że dużo się poruszyliśmy. Ze wszystkimi niepowodzeniami. 30. spowodowało aresztowanie XNUMX osób z Nikolaikirchhof w następny poniedziałek. To z kolei spowodowało, że w całej NRD panowała solidarność i strasznie dużo się poruszyło. Ale na każdy krok do przodu był jeden lub dwa kroki do tyłu, nie była to ulica jednokierunkowa. Ale było ich coraz więcej”.

Po co demonstrowałeś w Nikolaikirchhof?

"Na naszych banerach pojawiły się hasła, które na przestrzeni miesięcy okazały się dla nas ważnymi punktami krystalizacji. To były podstawowe prawa, które również były zawarte w konstytucji NRD: wolność zgromadzeń, wolność zrzeszania się... Wszystkie one były w konstytucji, ale zostały unieważnione przez prawa. A my domagaliśmy się tych konstytucyjnych praw, mówiąc: „Wolność zgromadzeń! Wolność prasy! O otwarty kraj z wolnymi ludźmi!” Odnosiło się to do tej woli wolności, którą mieliśmy. Chcieliśmy, aby ludzie mogli podejmować swobodne decyzje jako jednostki i aby prawa człowieka były chronione w NRD. To były nasze główne punkty. Jednym z najważniejszych było również praworządność. To bycie na łasce, to pozbawienie praw człowieka jako istoty ludzkiej, lekceważenie praw człowieka, które zawsze były wyzwalaczem i centrum zaangażowania dla nas lub dla mnie osobiście”.

Mimo to ulotki waszej grupy, które brzmiały „Jesteśmy jednym ludem”, zostały źle zrozumiane jako wezwanie do zjednoczenia. Co to właściwie oznaczało?

"To są absolutne nieporozumienia. Ulotka z 9 października 1989 roku została sformułowana na tle poprzednich dni z dużą ilością przemocy policyjnej na ulicach NRD. To było dla nas jasne: policjanci, którzy byli po drugiej stronie, którzy mogli mieć naszych braci lub ojców w oddziałach bojowych, wszyscy chcieliśmy być z nimi na ulicy. O to właśnie chodziło. „Jesteśmy jednym ludem!”. Przestałem biegać po połowie października, ponieważ pojawiły się już tendencje do wzywania do zjednoczenia. To, czego chcieliśmy, kiedy wzywaliśmy do otwarcia granic, nie było zjednoczeniem. A dla mnie osobiście sukces był już wtedy, kiedy nasi więźniowie polityczni zostali zwolnieni. Dla mnie walka na ulicach na razie dobiegła końca wraz z amnestią”.

Niedługo nadejdzie rocznica zjednoczenia Niemiec. Jakie jest Twoje spojrzenie na zjednoczone Niemcy i jak postrzegałeś zjednoczenie?

"Byliśmy pokoleniem, które urodziło się i dorastało w NRD. Dla mnie jedność Niemiec wcale nie była problemem. Nawet o tym nie rozmawialiśmy, to była dla nas dziwna myśl. W kręgach prawicowych mogło być inaczej. Myślę, że był też inny obraz pokoleniowy. Na przykład dla moich rodziców była to inna sprawa. Urodzili się w latach 20., przeszli wojnę, doświadczyli rozdrobnionego systemu demokratycznego, po wojnie znów mieli nadzieję. Jako dziecko zinternalizowałeś te zjednoczone Niemcy, to była na pewno wizja dla ciebie. Oczywiście w połączeniu z tęsknotą za ponownym zamieszkaniem z bliskimi w jednym kraju. Ale dla nas, młodszych ludzi, to wcale nie był problem, byliśmy zaniepokojeni zreformowaną NRD, zreformowanym systemem z podstawowymi prawami jednostki. A o Nikaraguę dbaliśmy już bardzo, na przykład w latach 80-tych. Dla nas to był precedens dla zreformowanego socjalizmu i było to niezwykle ekscytujące. W NRD było kilka grup w Nikaragui, ale państwo też ich nie lubiło. Ponieważ rozwinęli pomysły, które rzekomo nie pasowały do ​​NRD.

Dopiero bardzo późno, może 20 lat po rewolucji, zdałem sobie sprawę, że nasze grupy są bardzo niejednorodne i że w grupach praw człowieka są też zagorzali antykomuniści. Dla siebie mogę powiedzieć, że wolałbym dużo wolniejszy proces transformacji, z wolniejszym rozwojem i samopoznaniem przez obywateli NRD. Aby mogli stać się obywatelami z pewnością siebie. Ale ta opinia była całkowicie niedoreprezentowana. Myślę, że procesy zjednoczenia zostały całkowicie przyspieszone. Już w listopadzie 1989 roku w Lipsku dało się zauważyć, w jakim kierunku to zmierza, co również wywołało u nas odpowiednią frustrację”.

Byłeś później osobiście zaangażowany w radzenie sobie z represjami NRD...

"W 1990 roku zaangażowałem się w komitet obywatelski ds. rozwiązania Stasi, ponieważ zadanie to uznałem za niezwykle ważne. Możliwość wypracowania otwarcia akt tajnej policji i przejrzystości tajnej policji wydała mi się niezwykle ważna i dobra. Priorytetem była ochrona akt, a następnie rehabilitacja prześladowanych politycznie. Wszystkie akta nie znajdowały się w sądach, jak przystało na państwo konstytucyjne, ale w Stasi. Więc wszystkie musiały zostać odnowione do procesów rehabilitacji sądowej. I naprawdę widziałem wiele akt ofiar, dużo czytałem o represjach. To wywarło na mnie niesamowity wpływ. Wyszedłem też z sytuacji, w której można powiedzieć: byłem prześladowany. Ale to było dla mnie bardzo małe w porównaniu z tym, co tam przeczytałem. Mogłem to znieść tylko przez bardzo określony czas, zanim powiedziałem: „Teraz to dobrze!” Potem zacząłem studiować prawo, ponieważ była to dla mnie logiczna konsekwencja. Ale oczywiście ta praca ukształtowała mnie także w radzeniu sobie z przeszłością”.

W którym momencie w okresie zjednoczenia zniesiono prześladowane politycznie prawo i zniesiono surowe i bezprawne kary, o których donosiliście?

"Sukcesem Pokojowej Rewolucji jest przywrócenie rządów prawa. Że istniała ustawa o odwyku, że każdy, kto się zgłosi, będzie rehabilitowany z bezprawnych wyroków. To był proces trwający wiele lat. W ostatnich miesiącach przed wejściem NRD zaczęliśmy przygotowywać akta, a pierwsi sędziowie z Bawarii i Badenii-Wirtembergii przyjechali i prowadzili tu postępowanie. Zadbano o to, aby robili to doświadczeni ludzie. Potrzebne były i są różne formy rehabilitacji: Z jednej strony oczywiście rehabilitacja karna. Na przykład istnieje również rehabilitacja dla uczniów, którzy byli w niekorzystnej sytuacji edukacyjnej w NRD. Albo inny przykład: dla kobiet, które doznały traumy w wyniku przymusowego leczenia. Oprócz różnych form rehabilitacji, w tym administracyjnych, istniała i nadal jest rekompensata dla poszkodowanych. Jest to bardzo potrzebne, aby oddać sprawiedliwość godności osób dotkniętych represjami w podeszłym wieku. Ale wciąż są grupy, które niestety nie zostały jeszcze wzięte pod uwagę. Są to na przykład dzieci adoptowane i adopcje przymusowe. Bardzo trudno to udowodnić i wyjaśnić, nawet z aktami Stasi. Wiele też zostało zniszczonych, zanim zdołano zająć MfS i otworzyć akta. Ale to wciąż są procesy, co do których mam dobre przeczucia. Gdzie jest szansa, że ​​ludzie, którzy czegoś takiego doświadczyli, będą mieli rację. To także znak, że rządy prawa mogą działać”.

"Pogodzenie się z przeszłością SED przez DIE LINKE,

to jest nadal włączone!

Jak postrzegałeś tworzenie partii i strukturę PDS po upadku muru? Jaką, Twoim zdaniem, odpowiedzialność ta polityczna spuścizna nakłada na DIE LINKE?

"Dla mnie – jak dla wielu innych – kluczowym pytaniem było: czy powstanie nowa partia, czy też SED będzie dalej działać? My, którzy czuliśmy się związani z lewicą, nie rozumieliśmy wtedy, dlaczego nie było radykalnego nowego początku w grudniu 1989 roku. Zostało to również pokazane w biografiach, które kontynuowały od SED do PDS. Doprowadziło to do nowej pewności siebie wśród osób, które w tamtym czasie były mocno zaangażowane w system NRD. Dotyczy to na przykład Volkera Külowa, gdzie proces ten jeszcze się dla mnie nie skończył. Wciąż brakuje mu czegoś, a mianowicie uznania godności ofiar, które sam pomógł wytworzyć. On też sprowadził pokrzywdzonych, zdegradowanych ludzi i wciąż brakuje mi bardzo szczerych przeprosin. Nie wyciągnął jeszcze tego z ust, zamiast tego zawsze powtarzał, że trzyma się tego, co wtedy zrobił i uważa, że ​​to w porządku. Dopóki nie nastąpią przeprosiny, rany będą nadal otwarte. Poszkodowani często zbyt późno zdają sobie sprawę, że byli częścią represji państwowych. Nie chcą być ofiarą. Podobnie należy dokonać rozróżnienia między sprawcami. Badania w BSTU dostarczają dobrych wskazówek w tym zakresie. Jest to ważne dla społeczeństwa, jest to proces pojednania, który wciąż częściowo trwa. I dlatego teraz tu siedzę, chociaż wiele kręgów, z którymi czułem się bardzo związany przez długi czas, jest krytycznych wobec nawiązywania w ogóle dialogu z lewakami. Dla wielu jest to nie do pomyślenia, ponieważ tak wiele wciąż nie zostało powiedziane. Ale już widzę, że teraz jest szansa, żeby się z tym ponownie uporać. Moim zdaniem jest to również ważne zadanie dla lewicy: nie trzymać się już z pola widzenia NRD, historii transformacji i tego, co z niej wyrosło, ale zaangażować się i mieć odpowiednią postawę. Zaangażowanie się w radę miasta Lipska i powiedzenie: „Mamy zdanie na temat rundy za róg!”. I wesprzeć wyjaśnienie i nie powstrzymywać się już tylko dlatego, że mieliśmy przeszłość SED. Myślę, że teraz to wszystko! To musi się wydarzyć wewnątrz partii i na zewnątrz”.

To ważne pytanie, jak radzić sobie z ludźmi, którzy mają przeszłość Stasi dzisiaj, 30 lat po upadku NRD. Nadal istnieje odpowiedni przegląd w Bundestagu. Nawet jeśli niektórzy ludzie słusznie skonfrontowali się ze swoją przeszłością, ponieważ mentalnie kontynuują spuściznę i nie zdystansowali się, pojawia się pytanie: jak sobie radzisz z taką biografią w ogóle - także w partii?

"Więc mam już nadzieję na zmianę pokoleniową w lewicy. Na przykład pytania zadawane dzisiaj przez młodych ludzi są bardzo różne. Z jednej strony wzrosło zainteresowanie tym, co robiło pokolenie dziadków, w jakim stopniu było ono zaangażowane w system. Pytania zadawane są również z innego kontekstu edukacyjnego, ludzie inaczej przybyli do społeczeństwa. Dla mnie ten dialog między pokoleniami jest także okazją do wyjaśnienia spraw i ich pogodzenia. Myślę, że to tylko procesy, przez które musimy teraz przejść. I mam nadzieję dla lewicy w ogóle, ale także dla partii DIE LINKE, że następne pokolenia znów będą zadawały te pytania starym kadrom. I którzy w rezultacie ponownie się pozycjonują. W końcu tożsamość polityczna NRD różniła się od tożsamości kulturowej, która teraz wytwarza tyle nostalgii. I uważam, że młodsze pokolenie powinno jeszcze raz zapytać o swoją tożsamość polityczną, którą większość Ossis szybko wyzbywało się.

Uważam też, że ustawa o kontroli osób wybieranych do parlamentu powinna być utrzymana w mocy do czasu, gdy w parlamencie przestanie zasiadać ówczesne pokolenie 18-latków. Aby nam to nie zaszkodziło - wręcz przeciwnie! Może to stymulować ważne dyskusje, argumenty i ponowną ocenę. Ten proces społeczny nie jest jeszcze zakończony i powinien być kontynuowany. To wciąż jeden z najważniejszych punktów, które partia musi wyjaśnić, zajmując się przeszłością Stasi”.

Nawet w kontekście pozaparlamentarnym przeszłość Stasi nadal oznacza dla wielu osób osobiste cięcia, takie jak wykluczenie ze służby publicznej. Z drugiej strony w Saksonii panuje nastrój, w którym młodzi parlamentarzyści wciąż są oskarżani o przynależność do NRD i Stasi. Wszystko to wpisuje się w nastroje antykomunistyczne w społeczeństwie, w którym trudno jest ujawniać własną przeszłość i krytycznie z nią postępować.

"Myślę też, że mogłoby istnieć coś takiego jak komisja śledcza, która ponownie oceniłaby sytuację i ponownie zrewidowała kryteria. Chodzi również o aktualny stan badań naukowych. Jesteśmy teraz na innym poziomie i patrzymy na wszystko z szerszej perspektywy. Nie wiem teraz, w jakim stopniu rewizja tych kryteriów jest politycznie możliwa. Aby na przykład coś takiego jak służba wojskowa w pułku gwardii zostało ponownie ocenione. Myślę, że to ma sens”.

Przetwarzanie rozmowy i tekstu: Djamila Hess

Pierwsze zgromadzenie okręgowe w Lipsku-Connewitz: udany eksperyment

Zgromadzenie okręgowe ConnewitzW niedzielę 12 maja linXXnet zaprosił na spotkanie okręgowe do domu spotkań obok schroniska dla uchodźców przy Arno-Nitzsche-Str. 37a.

Wydarzenie było kontynuacją dyskusji na temat graffiti i drogich nowych budynków, która miała miejsce w grudniu 2018 roku w UT Connewitz (https://www.youtube.com/watch?v=KGIe2jnCIRo). W tym kontekście kontrowersyjnie dyskutowano o graffiti w przestrzeni publicznej jako o sztuce, formie protestu i uciążliwości. W debacie wzięli udział działacze graffiti, właściciele domów i liczni mieszkańcy dzielnicy.

Spotkanie okręgowe dotyczyło różnych tematów poruszanych w ramach. Skupiono się na wynajmie/mieszkaniu, polityce regulacyjnej oraz sytuacji osób pracujących w kulturze i gastronomii.

Podstawowym podejściem formatu spotkania dzielnicowego było i jest skłonienie mieszkańców dzielnicy do rozmowy z ich różnymi perspektywami, życzeniami i krytyką oraz wspólne inicjowanie pomysłów i rozwiązań oddolnych.

Jasne: Connewitz to szczególna dzielnica. Bogata historia i liczne projekty polityczne i kulturalne kształtują wizerunek i percepcję. Jednocześnie mamy do czynienia z masową stygmatyzacją medialną i regulacyjną. Mieszkańcy dzielnicy są bardziej niejednorodni, niż sugeruje to zarówno wizerunek publiczny, jak i samoocena działaczy politycznych.

Mieszka tu również wiele osób starszych, młodych rodzin, osób niepewnych, ale także dobrze zarabiających, z różnymi perspektywami na wyzwania społeczne. Łączy ich to, że znaleźli tu swoje miejsce do życia, które cenią, gdzie żyją i które chcą kształtować.
Wyzwania polityki rozwoju społecznego i miejskiego nie kończą się na Connewitz. Rosnące czynsze, utrata terenów zielonych i otwartych przestrzeni, niepewne zatrudnienie, bieda na starość i brutalizacja wspólnoty są tutaj również obecne.
Na początku zebrania okręgowego 12 maja, w którym wzięło udział około 60 osób, pojawiły się krótkie impulsy od aktorów z Connewitz i nie tylko:

Podczas godzinnej konsultacji wynajmu South przyjrzała się przypadkom z ich pracy doradczej i zaapelowała o silniejszą organizację lokatorów*, przedstawiciel rady mieszkaniowej i spółdzielni SOWO zaprezentował modele oparte na zbiorowym przejmowaniu domów, nie -zarządzanie zyskami.

Podczas warsztatów towarzyszących dyskutowano między innymi o zmaganiach najemców przy Thierbacher Strasse 6 i Kochstrasse 124, ale poruszono również kwestię braku tanich mieszkań. Opracowane wymagania są wymienione tutaj:

mieszkania i wynajem

 

Przedstawiciele Powerless Association i naukowiec Stephanie Schmidt przedstawili strategie regulacyjne. Chodziło o masową obecność policji w dystrykcie, którą obecnie wyrażają także patrole piesze oddziałów prewencji, od ponad 5 lat jej „własny”, dość kontrowersyjny posterunek policji, a od 20 lat stały policyjny monitoring wideo. Kryminalizujące traktowanie dzielnicy przez organy ścigania ma negatywny wpływ na osoby znajdujące się w niekorzystnej sytuacji społecznej i migrantów, którzy są łatwiej na celowniku, ale także na lewicowy styl życia. Problemy społeczne, takie jak eksmisje, są traktowane jako problemy bezpieczeństwa i raczej „odkładane” niż rozwiązywane.

Żądania od panelu:

Polityka porządkowa

 

Przedstawiciele PIVO i UT przedstawili swoje poglądy na temat kultury i gastronomii. W Kiez działają zarówno sklepy zorganizowane komercyjnie, jak i te oparte na wolontariacie. Tematem była tutaj zarówno przejrzystość kosztów piwa (czynsz, wynagrodzenie), jak i ciężka praca kulturalna, która musi działać z finansowaniem i bez. Z drugiej strony jest kwestia dostępu do życia społecznego i kultury, nawet dla tych, którzy nie mają pieniędzy. W panelu omówiono także fundamentalne konflikty: Kto definiuje „prawa” sąsiedztwa i je egzekwuje. Dlaczego komunikacji jest tak mało, a często od razu „załamywane”? Czy nie ma na to miejsca? I dlaczego na spotkaniu nie jest reprezentowanych więcej perspektyw? Wyniki można znaleźć tutaj:

piwo i kultura

 

Najważniejsze jest to, że eksperyment z pierwszym zgromadzeniem okręgowym zadziałał. W panelach problemy stały się przejrzyste i nakreślono możliwe rozwiązania. Wśród wielu uczestników panował optymizm, że taki format spotkań, networkingu i dyskusji z pewnością może być ważną podstawą do wspólnego życia i kształtowania się w dzielnicy.

Ergo: Spróbujemy jeszcze raz i serdecznie zapraszamy do udziału.

Przewiń do góry